Przed remontem domu
poradnik dla kobiet
(nawet jeśli same tego nie robimy,
warto wiedzieć o czym rozmawiać z fachowcem)
Skąd pomysł na poradnik?
Kilka razy miałam kontakt z
budowlańcami (podobnie jak ze sprzedawcami, urzędnikami czy
bankowcami – wszyscy bez wyjątku - zawsze mówią, że oferują
korzystne warunki, rzadko dodają dla kogo te warunki są korzystne).
Kilka przykładów? Proszę bardzo Kiedy odbierałam mieszkanie od
dewelopera poprosiłam o wyburzenie jednej ściany i postawienie
innej. Z wyburzeniem nie było kłopotu. Z postawieniem owszem, bo
ściana okazała się krzywa. Zareklamowałam i pewnego dnia pojawił
się fachowiec, a ja usiadłam w pobliżu i obserwowałam. Na koniec
podziękowałam, a następnego dnia pokazano mi, że ściana...wcale
prosta nie jest.
Przy okazji stawiania wspomnianej
ściany nie omieszkałam skomentować: „Widzi Pan, gdyby wszystkie
ściany były proste jak ta, kafle nie odstawałyby od ścian”. Nie
zbiłam fachowca z tropu, niezmieszany odparł: „trzeba było
układać kafle w caro, nie byłoby widać”.
Koleżanka odebrała kompletnie
urządzoną łazienkę. Zadowolona uiściła należność i przez
ponad rok chwaliła się nią wszystkim wkoło. Do czasu, kiedy
któregoś dnia po powrocie z pracy, zastała pod drzwiami sąsiadów
z dołu. Ich łazienki, podobnie jak jej, pełne były płynącej
wody. Okazało się, że instalacja nie była szczelna. Po wizycie
agenta ubezpieczeniowego (na szczęście kredyt wymusił na niej
ubezpieczenie mieszkania) remont łazienki trzeba było rozpocząć
na nowo – instalację przykrywały przecież kafle. Szczelnie.
Inna koleżanka zaadaptowała strych.
Postanowiła ukryć pod tynkiem wszystko co tylko można, także rury
centralnego ogrzewania. Strych zachwycał wszystkich odwiedzających.
Do czasu, kiedy któregoś lata wyjechała na roczny kontrakt. Zimą
podczas mrozów woda w rurach zamarzła i mieszkanie sąsiada z dołu
trzeba było remontować po zalaniu. A wystarczyło spuścić wodę z
rur przed zimą. Instalator nie uprzedził.
Nie warto też remontu zaczynać od
piwnicy. Znajoma tak zrobiła. Mieszkanie jak z katalogu, ale remont
trwał siedem lat. Nie polecam.
Najważniejszy jest projekt.
Projekt odbieranego od dewelopera mieszkania (do pewnego momentu
budowy można wprowadzać zmiany w projekcie), remontowanego
mieszkania (aby nie zapomnieć o kuchence czy miejscu na lodówkę w
kuchni) czy budowanego domu (nie przypadkiem mówi się, że drugi
wybudowany dom jest bardziej funkcjonalny niż pierwszy). Dlatego
warto rozważyć wszystkie potrzeby, upodobania i pomysły sprawdzone
przez znajomych. Warto dyskutować, a nawet spierać się z
projektantem, a przede wszystkim mówić mu o swoich zwyczajach.
Kiedy będzie wiedział czego oczekujemy nie dopuści do sytuacji, w
której łazienkowa umywalka jest daleko od zakończonej pod tynkiem
instalacji wodnej.